Macierzyństwo: Łaska i Miłosierdzie
Willow Creek | 7 maja 2021
Przez większość mojego życia Dzień Matki był dla mnie trudnym świętem, próbowałam je pominąć.
Moje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa nie dotyczy placów zabaw, zwierząt ani wycieczek do Magic Kingdom. Moje pierwsze wspomnienie to mama, która opuściła naszą rodzinę, gdy miałam zaledwie cztery lata. Miała niewiele ponad dwadzieścia lat, a urodzenie dwójki dzieci w wieku dwudziestu jeden lat, pospieszne wyjście za mąż i zmaganie się z własnym złamanym sercem było dla niej zbyt dużym wyzwaniem. Odeszła, zostawiając mnie z zagubieniem i bólem, których młoda dziewczyna nigdy nie powinna doświadczać.
Mój tata radził sobie z samotnym ojcostwem z całą gracją i miłością, na jaką go było stać, ale to naprawdę wymagało całej wioski. Moja babcia opiekowała się mną każdego dnia przed i po szkole, ucząc mnie o naszym dziedzictwie kulturowym, gotowania i kreatywności. Była mamą, której potrzebowałem w tych latach kształtowania się.
Kiedy miałam siedem lat, mój tata poznał Val i zaręczyli się w ciągu sześciu tygodni. Wiedziała, że ślub z moim tatą oznacza natychmiastowe zostanie mamą dwójki dzieci, ale i tak się na to zdecydowała.
Nasza rodzina się powiększyła i w końcu przezwyciężyłam niezręczność nazywania nowej osoby „mamo”. Moje nastoletnie lata były przepełnione gniewem i lękiem, oddalaniem się od przeszłości i dystansowaniem od niej. Kiedy w wieku siedemnastu lat spotkałam Jezusa, dał mi jasno do zrozumienia, że chce odkupić każdą cząstkę mojego życia – w tym ranę porzucenia, którą tak mocno nosiłam.
Lata milczenia między moją biologiczną matką a mną mijały; traciłam nadzieję i odnajdywałam ją więcej razy, niż potrafię zliczyć. A przez cały ten czas moja macocha stała się dla mnie nieustającym źródłem miłości i wsparcia, rozumiejąc moją przeszłość, ponieważ jej historia była tak bardzo podobna do tej, którą Bóg zaaranżował. Pod nieobecność mojej biologicznej matki, Bóg obdarował mnie darem w postaci Val, ale nie skończył.
W wieku około dwudziestu lat z wahaniem zebrałam wystarczająco dużo wiary, by uwierzyć, że Bóg może przywrócić moją relację z mamą. Zaczęłam postrzegać moje własne porzucenie jako poświęcenie, jakie poniosła mama: wiedziała, że nie będzie w stanie się nami opiekować. Odejście, choć trudne, dało ludziom przestrzeń, by pokochali mnie w sposób, w jaki ona nigdy nie potrafiła.
Kiedy łaska zaczęła we mnie narastać, podjęłam ryzykowną decyzję zaproszenia mojej biologicznej matki na ślub – i przyszła. Przyprowadziła swojego męża, Johna, który ma religijne korzenie, co zmiękczyło moją mamę dla Jezusa. W kolejnych miesiącach zaczęłyśmy rozmawiać przez telefon. Opowiadała o swoich zmaganiach z przeprowadzką, radości z zaproszenia jej do kościoła przez sąsiadkę i nowo odkrytej wspólnocie, w której pracowała jako wolontariuszka. Tylko Bóg mógł mnie w ten sposób odkupić.
Kilka lat później, kiedy mój mąż i ja postanowiliśmy rozpocząć naszą rodzicielską przygodę, zaczęliśmy od opieki zastępczej. Każde dziecko, które przyjmowaliśmy, było chłopcem i byłam przekonana, że kiedy przyjdzie czas na urodzenie mojego dziecka, ono również będzie chłopcem.
Ponieważ Bóg chciał odkupić każdą cząstkę mojego życia, pobłogosławił nas córką. Podczas gdy mój mąż był przepełniony blaskiem i przyjęciami herbacianymi, ja czułam się zalewana poczuciem nieadekwatności i lękiem związanym z posiadaniem córki. Płakałam. Modliłam się. Poddawałam się. I po raz kolejny prosiłam Boga, aby uczynił to częścią trwającej odnowy, którą dokonywał w moim życiu.