Kochanie ludzi jest niewygodne

Haley Bodine | 22 kwietnia 2024


Ale kiedy wiatr się zmienia, a teren naszych dusz staje się pracowity, ostrożny, może nawet cyniczny lub samolubny, musimy nadal się pojawiać i mówić „tak”.

Niewygodne wyznanie: świętowanie nadziei jest niewygodne. 

No i powiedziałem. 

Nie podoba to, że tak czuję; nie chcę tak czuć. Ale Celebration of Hope zmusza mnie do wyrwania się z mojej monotonnej rutyny, która wydaje się wygodna – właściwie, to nieprawda. Moja rutyna nie jest wygodna. Jest zbyt napięta, często chaotyczna i mam wrażenie, że po prostu staram się jak najlepiej opiekować dziećmi, być porządnym człowiekiem w domu, w pracy, w swojej społeczności i radzić sobie z o wiele za dużymi obowiązkami mojego własnego życia.

Czy nie mogę dbać o pomaganie innym, kiedy mój świat nie wydaje się tak wymagający? Kiedy nie jestem tak zmęczony, nie jestem tak zajęty i, szczerze mówiąc, mam na to ochotę? 

Ale… co jeśli Celebracja Nadziei nie dotyczy tylko świata zewnętrznego ? Co jeśli przerwanie Celebracji Nadziei jest zaproszeniem Boga do szerzenia we mnie ?

I tak przyjmuję tę przerwę. Patrzę. Słucham. Uczę się. Słyszę. I szaleństwo mojego własnego, małego życia znika, a moje serce na powrót łączy się z sercem mojego Stwórcy. Moje serce zaczyna puchnąć jak Grinch, trzykrotnie powiększone. Czuję, jak świeży tlen płynie w moich żyłach, a moja dusza odnawia się wizją, celem i zaangażowaniem w walkę z niesprawiedliwością we wszystkich jej formach – nawet (zwłaszcza) z niesprawiedliwością apatii we mnie samym. Moja wiara rośnie. Moja wiara rośnie. Moja miłość do Jezusa rośnie. Przemieniam się. 

Jest 11:15 w zwykły czwartek. Dziś rano każde z moich dzieci, mój mąż i ja napełniliśmy butelki wodą pitną, umyliśmy ręce i umyliśmy zęby, nie myśląc o racjonowaniu wody ani nie obawiając się chorób. W większości tygodni nawet bym o tym nie pomyślała. Kto myśli o tym, żeby być wdzięcznym za dostęp do wody pitnej, kiedy tylko zechce? 

Ale to środek COH. I przerywają mnie myśli i świadomość luksusu wody w moim domu. COH skłania mnie do zatrzymania się i wdzięczności, ale także do spojrzenia, nauczenia się i uświadomienia sobie, że miliony ludzi na całym świecie codziennie pokonują długie dystanse – średnio 6 kilometrów – aby zdobyć wodę. Często woda, którą otrzymują, jest zanieczyszczona. Ponad 800 dzieci umiera każdego dnia z powodu czegoś tak prostego, jak brak czystej wody.

Przypomniały mi się słowa z Księgi Przysłów 3:27: „Nie wzbraniaj się czynić dobrze potrzebującemu, jeżeli to leży w twojej mocy” (NW).

W obliczu mojego braku zapału i apatii, kimże jestem, żeby odmawiać innej matce czystej wody dla siebie i dziecka tylko dlatego, że nie miałam na to ochoty? COH pozwala mi działać – coś z tym zrobić. Panie, wybacz moją ignorancję i apatię; pomóż mojej niewierze. 

Wszyscy kochamy to uczucie, kiedy czujemy, że żyjemy, jesteśmy pełni pasji i podekscytowani oraz wierzymy, że możemy dokonać czegoś znaczącego.

Ale kiedy wiatr się zmienia, a teren naszych dusz staje się mozolny, ostrożny, może nawet cyniczny lub samolubny, musimy wciąż pojawiać się i mówić „tak”. Potrzeby świata nie znikają, ponieważ znika nasze podekscytowanie, by coś z tym zrobić. Łatwo mówimy: „Tak, oto jestem!”, gdy wierzymy, że to ważne, a nasze dusze płoną, ale gdy ogień gaśnie, a nasze emocje są zmęczone… mówimy: „Tak, oto jestem!” w każdym razie. Ponieważ to właśnie zrobilibyśmy dla naszych dzieci. To właśnie zrobilibyśmy dla naszej rodziny. A teraz, gdy zobaczyliśmy, usłyszeliśmy i poznaliśmy historie i spotkaliśmy prawdziwych ludzi — nie możemy już mówić, że nie znaliśmy. Mamy globalną rodzinę. I tak się pojawiamy. 

Ścieżka współczucia i sprawiedliwości wiedzie pod prąd naszych emocji. Musimy działać wbrew naszym uczuciom i wiedzieć, że w końcu nasze serca dotrzymają kroku.

Kilka lat temu rozmawiałem z Jeffem Borissem, dyrektorem artystycznym Willow's Worship. Jeff powiedział coś głębokiego o śpiewaniu pieśni uwielbieniowych, co utkwiło mi w pamięci: „Czasami śpiewamy, bo wierzymy. Ale czasami śpiewamy, żeby móc wierzyć ”.

Podobnie, są chwile, kiedy stajemy w obronie uciśnionych, marginalizowanych i cierpiących, ponieważ wierzymy w ich cierpienie, odczuwamy je i chcemy coś z nim zrobić. Ale są też chwile, kiedy stajemy się zmęczeni lub cyniczni i musimy nadal stawać w obronie, aby na nowo uwierzyć w nadzieję.

Zmienianie świata wymaga determinacji. To sprzeczne z intuicją. Chcemy to poczuć. Chcemy poczuć przypływ adrenaliny, siłę i wiatr w żaglach.

Ale nasze działanie wyprzedza nasze emocje, a nie odwrotnie. Jedną z rzeczy, która może nas powstrzymać przed zrobieniem czegokolwiek znaczącego, jest czekanie, aż nasze uczucia się ułożą. W rzeczywistości być może będziemy musieli odważnie wyjść, by dawać, kochać i powiedzieć „tak”, zanim w ogóle poczujemy na to ochotę. Być może to jest droga do naszego uzdrowienia, odzyskania nadziei i odnowienia pasji.

Dlatego w tym roku, jeśli jesteś podekscytowany, pełen zapału i gotowy zmienić świat… spakuj nasiona i obdaruj hojnie. 

A jeśli czujesz się znużony, zbyt zajęty, zbyt zmęczony lub masz problem z uwierzeniem, że powiedzenie „tak” udziałowi w COH ma znaczenie… spakuj nasiona . Dawaj hojnie.

Niech wasze serca odżyją nadzieją i wiarą, że istnieje dobry Bóg, który działa, aby wszystko naprawić. Dołączcie do mnie. Dołączcie do nas. I kochajmy Boga, kochajmy ludzi i zmieniajmy świat… razem.